Pogoda

Sandomierz jest jak Humphrey Bogart... PDF Drukuj Email

Sandomierz jest jak Humphrey Bogart...
Malownicze kamienice tulące się o zmroku jedna do drugiej. Puszysty biały śnieg, pod którym uginają się gałęzie, przykrywa ulice, chodniki i skwery, pozwalając ciepłemu światłu latarń kłaść się na tej bieli niczym złote wstążki. Sceneria tak bajkowa, że ani Dickens, ani Andersen nie zawahaliby się, by właśnie tam osadzić fabułę swoich opowiadań.

 

Gdy tylko znalazłam się na rynku w Sandomierzu styczniowego popołudnia, pomyślałam, że twórcy serialu „Ojciec Mateusz” dokonali fantastycznego wyboru, lokując tu akcję filmu. To miasto - to bajka, która aż się prosi, by ubrać ją w ramy filmowych klatek. Ostatnio byłam tu jakieś piętnaście lat temu, więc teraz idąc powoli w kierunku ekipy filmowej, zastanawiam się, co pamiętam z poprzedniej wizyty w tym miejscu. Pamiętam na tyle dużo, by mieć przeświadczenie, że to miasto nie jest mi obce, ale jednocześnie towarzyszy mi przekonanie, że chciałabym po raz kolejny poznać je od nowa. To magia dostrzegana także przez operatorów kamer, których właśnie mijam, idąc na spotkanie z producentami serialu - Krzysztofem Grabowskim i Katarzyną Anczarską.

Kamera kocha Sandomierz

Pozostawiając mróz za drzwiami, wchodzę do kameralnej, ciepłej, hotelowej restauracji, w której witam się z moimi rozmówcami. Pierwsze pytanie dotyczy wyboru miejsca, które urzekło zarówno twórców, jak i widzów.

K.B. Więcej...: Skąd pomysł na Sandomierz?
Katarzyna Anczarska (BALTMEDIA - zastępca producenta): Było kilka różnych miejsc, zastanawialiśmy się, które wybrać, ale niedługo. Szybko nabraliśmy przekonania, co do trafności wyboru Sandomierza. To bardzo filmowe miejsce, artystyczne, ciepłe. Kamera po prostu kocha Sandomierz.
K.B. Więcej...: Jak mieszkańcy i władze miasta reagują na ekipę?
Krzysztof Grabowski (BALTMEDIA - producent serialu): Mamy bardzo dobry kontakt z mieszkańcami. Zresztą we włoskiej wersji także nawiązała się bardzo bliska więź między twórcami serialu a mieszkańcami miasteczka Gubbio, w którym toczy się akcja. I ten fenomen współpracy, życzliwości i wzajemnej akceptacji przeniósł się także na Sandomierz. A co do władz, to pomagają nam w rezerwacji hoteli, rozmawiają z firmami, są gotowi do pomocy.
K.B. Więcej...: Czy Sandomierz ma zatem jakieś minusy?
Katarzyna Anczarska (BALTMEDIA): O tak, minusem jest to, że nie da się do niego dojechać z Warszawy w 15 minut.
Krzysztof Grabowski (BALTMEDIA): Wyjazdy to najbardziej kosztowny i czasochłonny element. Często jest tak, że aktor ma w Warszawie spektakl o 19.00 i musi na niego zdążyć, w związku z czym na zdjęcia pozostają mu zaledwie 4 godziny. Dlatego też byliśmy zmuszeni podzielić plany zdjęciowe. Wszystkie plenery i centrum miasta kręcimy tutaj, a na przykład plebanię, wnętrza pod Warszawą.
K.B. Więcej...: Film oparty jest na włoskiej wersji, czy spoiwem z tamtą produkcją jest tylko postać głównego bohatera, czy też jest więcej wspólnych wątków?
Krzysztof Grabowski (BALTMEDIA): To wykupiony format, więc właściwie wszystko jest ściśle zbieżne z włoskim pierwowzorem, tylko sytuacje dopasowuje się do polskich realiów. Pracuje nad tym czterech scenarzystów, a poza tym mamy swoich konsultantów. Kwestie kościelne konsultujemy z księdzem, a policyjne z policjantem. Zresztą w Internecie są nawet fora dyskusyjne porównujące obydwie wersje - polską i włoską.
K.B. Więcej...: A postać księdza sekretarza, czy nie budzi sprzeciwów ze strony kościoła?
Krzysztof Grabowski (BALTMEDIA): Jak mówiłem konsultujemy wątki także z księdzem, a że jest to „bajka”, przerysowania są konieczne. Dzięki takim akcentom fabuła zyskuje na wyrazistości.
K.B. Więcej...: Teraz rozpoczynają państwo nagrywać trzecią serię liczącą 26 odcinków, ile czasu będzie trwać jej produkcja?
Krzysztof Grabowski (BALTMEDIA): Jeden odcinek to 6 dni zdjęciowych, czyli 26 razy 6. Tyle wynosi sam okres zdjęciowy. A reszta to montaż, dźwięk i cała techniczna strona produkcji filmu. Ile zajmuje jedna seria? Około roku. Przygotowania zaczęliśmy już w listopadzie 2009, a całość zamkniemy w okolicach listopada tego roku, chociaż pierwsze odcinki tej serii będzie można oglądać już od 4 marca i to w nowym czasie, bo w czwartki o 20.20. Mogę zdradzić, że historie też będą nieco inne.

Wymieniamy uściski dłoni i wyruszam dalej, ale zanim spotkam się z kolejną częścią ekipy, postanawiam odwiedzić włodarzy miasta - burmistrza Jerzego Borowskiego oraz starostę Stanisława Masternaka. Niespełna trzy minuty zajmuje mi przejście z hotelu. Mijam szopkę bożonarodzeniową przykrytą kołderką śniegu, przy której fotografuje się para z dzieckiem zapatrzonym w figurki Świętej Rodziny.
Fakt, że serial kręcony jest w Sandomierzu, stanowi doskonałą reklamę dla tej miejscowości i między innymi właśnie o tym rozmawiamy.

K.B. Więcej...: Czy serial wpływa na rozwój miasta?
Jerzy Borowski (burmistrz Sandomierza): Oczywiście, rozwija się baza noclegowa, gastronomiczna, przybywa coraz więcej turystów. Przyjeżdżają nawet zorganizowane wycieczki „śladami Ojca Mateusza”.
K.B. Więcej...: Panie burmistrzu, jakie wrażenia z kontaktów z ekipą?
Jerzy Borowski (burmistrz Sandomierza): Bardzo dobre. Często spotykam się z producentami, reżyserem, aktorami. Mamy szczere, otwarte relacje. Kojarzy pani gospodynię ojca Mateusza - Natalię, którą gra Kinga Preis? Gdy tylko miałem możliwość, powiedziałem jej, że jest ozdobą serialu. Gdyby nie ona i jej gra, nie byłby taki sam. Z drugiej strony to niesamowite wrażenie - móc powiedzieć aktorom bezpośrednio, jak odbiera się kreowane przez nich postacie.
K.B. Więcej...: Kusi pana, by coś zasugerować ekipie, czy to odnośnie wątku, czy miejsca?
Jerzy Borowski (burmistrz Sandomierza): Absolutnie nie. To oni są artystami, oni tworzą fabułę i klimat, a ja ograniczam się do pomocy i to mi w zupełności wystarczy. Gdy widzę Sandomierz na ekranie, cieszę się, że dostrzeżono walory tego miejsca i jego wyjątkowość.
K.B. Więcej...: Panie starosto, czy mieszkańcy Sandomierza zachowują się inaczej, są bardziej pewni siebie, czują, że uczestniczą w tym wydarzeniu? Jak pan to odbiera?
Stanisław Masternak (starosta Sandomierski): Z różnego rodzaju spotkań wiem, że mieszkańcy pozytywnie komentują fakt, iż film jest nagrywany właśnie w Sandomierzu. Buduje to ich pewność siebie - o której pani wspomniała - i świadomość, że posiadają coś wyjątkowego, że mieszkają w wyjątkowym mieście.
K.B. Więcej...: Serial to oczywiście fabuła, ale widzowie często utożsamiają fikcję z rzeczywistością. Czy nie sądzi pan, że Polacy mogą nabrać przekonania, że to właśnie w Sandomierzu jest najwyższy odsetek przestępczości? Przecież co odcinek w Sandomierzu dokonywana zostaje jakaś zbrodnia.
Stanisław Masternak (starosta Sandomierski): Nie sądzę. Jest to fantazja reżysera i myślę, że widzowie nie powinni mieć takiego przekonania. Ale z drugiej strony trzeba dodać, że każde filmowe śledztwo zostaje rozwikłane i to jest bardzo pozytywny akcent.
K.B. Więcej...: Przechadzając się uliczkami Sandomierza, czy teraz odkąd jest tu kręcony film, postrzega je pan inaczej, widząc już nie tylko uliczkę, bramę, czy „ucho igielne”, ale w pewnym sensie kadry z filmu, które pojawiają się na ekranie? Czy teraz patrzy pan na to miasto inaczej?
Stanisław Masternak (starosta Sandomierski): Mam swoje „skrzywienie zawodowe” i na wszystko patrzę przez pryzmat inwestycji, które trzeba wykonać. Postrzegam to wszystko jako potencjał, który należy wykorzystać do promowania naszego regionu.
K.B. Więcej...: Zakładając, że kiedyś w przyszłości skończy się emisja serialu, czy chciałby pan, aby zaczęto nagrywać tu coś jeszcze? Jeśli tak, to co?
Stanisław Masternak (starosta Sandomierski): Sam Sandomierz jest miastem wyjątkowym o ponad 1000-letniej historii. Niegdyś siedziba królów i książąt, dziś miasto powiatowe stanowiące w pewnym sensie muzeum historyczne i architektoniczne pod gołym niebem, do którego każda z epok dodała coś od siebie, pozostawiając ponad 120 budowli zabytkowych reprezentujących wszystkie style, co w połączeniu z pięknem krajobrazu, wspaniałą, bujną zielenią i malowniczym położeniem na 7 wzgórzach poprzecinanych głębokimi jarami, stanowi prawdziwą atrakcję turystyczną. Sandomierz zaliczany jest do najcenniejszych, historycznych zespołów urbanistyczno-krajobrazowych w Polsce. Ale myślę, że nie tylko sam Sandomierz, ale cała Ziemia Sandomierska przedstawia wielką wartość. Powiat sandomierski posiada imponujące walory przyrodnicze, które wpływają na jego atrakcyjność turystyczną. Wydaje mi się, że bogactwo Ziemi Sandomierskiej jest tak duże i różnorodne, że może być podstawą do napisania wielu ciekawych scenariuszy.

Aby porozmawiać z pozostałymi członkami ekipy filmowej muszę przejść kilka ulic dalej, do drugiego hotelu, w którym się zatrzymali. To niedaleko, 5 minut, idąc pieszo. Śnieg skrzy się w świetle „koksiaków”, które ustawiono na rynku na potrzeby filmu. Widzę już kontury hotelu, gdy szybkim krokiem mija mnie ksiądz, mówiąc z uśmiechem „szczęść Boże”. Odpowiadając, jednocześnie pytam, czy możemy zamienić słówko. Mówi, że spieszy się na kolędę, ale przystaje. Okazuje się, że jest to proboszcz parafii katedralnej w Sandomierzu ks. Bogdan Piekut.

K.B. Więcej...: Czy ogląda ksiądz serial „Ojciec Mateusz”?
ks. Bogdan Piekut: Zdarza mi się, ale nie bardzo mam możliwość, bo akurat o tej porze odprawiam mszę świętą. Ale czasami oglądam powtórki. Chcę zobaczyć, co pokazują z Sandomierza, zwłaszcza np. katedrę. Kiedyś nawet w rozmowie z producentem zasugerowałem, by ją bardziej wyeksponować, bo sandomierska katedra to chyba najpiękniejsza katedra w Polsce; śmiem twierdzić, że tylko Wawel może się z nią równać. Ale najlepiej zobaczyć ją na własne oczy.
K.B. Więcej...: Czy zdarzają się księdzu czasami zabawne sytuacje związane z serialem ze względu na fakt bycia księdzem?
ks. Bogdan Piekut: Owszem, czasami przyjezdni mijają mnie, mówiąc „o, kolega księdza Mateusza”.
K.B. Więcej...: A co ksiądz sądzi o serialu?
ks. Bogdan Piekut: Chyba trochę ludziom miesza w głowach, bo ksiądz powinien się przede wszystkim modlić i pomagać ludziom, ale czy w taki sposób? Te śledztwa stają się sensem życia bohatera. Może też fabuła jest czasem zbyt naiwna. Ale z drugiej strony widać, że często przez ojca Mateusza przemawia łaska boża. Muszę przyznać, że oceniam ten film pozytywnie.
K.B. Więcej...: Czy oglądając ten serial, pomyślał ksiądz, że chciałby choć przez chwilę być takim księdzem - detektywem?
ks. Bogdan Piekut: My i tak dużo podobnych rzeczy robimy i chociaż nie jest to takie szumne i telewizyjne, to w wielu sytuacjach trzeba być i psychologiem i detektywem, a czasem nawet i policjantem, zwłaszcza w przypadku konieczności pomocy rodzinie. A tak na marginesie, wie pani, że od 2 listopada moim wikariuszem jest ksiądz Mateusz, taki specyficzny zbieg okoliczności, że nawet nie wszyscy wierzą, że to jego prawdziwe imię.

 
Kończymy rozmowę, ksiądz odchodzi szybkim krokiem, a ja idę do hotelu, w którym zastaję Macieja Dejczera - jednego z reżyserów filmu, operatora Jarosława Żamojdę oraz aktorów kreujących główne role - Artura Żmijewskiego (ojciec Mateusz), Piotra Polka (podinspektor Orest Możejko) oraz Michała Pielę (aspirant Mieczysław Nocul).

K.B. Więcej...: Jak układa się współpraca z mieszkańcami Sandomierza, czy nie przeszkadzają, nie wchodzą w kadr?
Maciej Dejczer (reżyser): Non stop wchodzą, ale nie szkodzi. Generalnie bardzo pomagają, są życzliwi, okazują sympatię. Mam na przykład niezliczoną ilość krzemienia pasiastego, a właściwie zliczoną (śmiech). Jest bardzo duże zainteresowanie, gdy idzie kamera. Siłą rzeczy, gdy jest zima, na ulicach jest mniej osób, gdy robi się cieplej, te ulice, uliczki tętnią życiem. Owszem czasami odciągają aktorów od obowiązków, ale atmosfera pracy w tym mieście jest przyjemna. Co zabawne, to czasami, zwłaszcza przyjezdni, pytają autentycznych księży, czy nie są przypadkiem postaciami z filmu.
K.B. Więcej...: Producent wspomniał, że nowe odcinki będą trochę inne niż dotychczasowe?
Maciej Dejczer (reżyser): Na pewno dotkniemy szerszego zasięgu zagadnień społecznych.
K.B. Więcej...: Czy pan jako reżyser jest zadowolony z wyboru miejsca?
Maciej Dejczer (reżyser): Sandomierz jest jak Humphrey Bogart w swoich filmach - to milczący, ale kluczowy bohater.
Jarosław Żamojda (operator): Oczywiście scenografowie, plastycy, cała grupa ludzi pracuje, by efekt był właśnie taki - malowniczy, kameralny, nic samo się nie dzieje. Ale ze wszystkich miast, które można byłoby brać pod uwagę, uważam że to jest trafione absolutnie w punkt. Sandomierz jest bez wątpienia współbohaterem tej opowieści. Stare miasto jest niepowtarzalne, jest piękne, to jedno z najładniejszych miast w Polsce. Zaletą takiego miasteczka jest to, że ono jest zbudowane w skali człowieka, nie ma drapaczy chmur, ani gigantycznych budowli. To wszystko jest budowane z myślą o ludziach, którzy tu mają swoje rodziny, znajomych, sklepy, wszystko jest w zasięgu ręki - małe kameralne. To sprzyja relacjom międzyludzkim, a nie tak jak wielkie metropolie XXI wieku. Dlatego właśnie tutaj tworzymy historie dla ludzi o ludziach, o ich problemach, namiętnościach, małych i dużych zbrodniach - to wszystko idealnie wpasowuje się w kameralność tego miasta. A samo miasto jest częścią tej historii, jest jej bohaterem. Zresztą tak na marginesie, widziałem zdjęcia jak Sandomierz wyglądał po wojnie. Teraz patrzę na to miasto i myślę, że wymagało to wiele pracy, by osiągnąć taki efekt.
K.B. Więcej...: Wszyscy podkreślają, że mieszkańcy są chętni do pomocy ekipie. Czy jako operator chciałby ich pan może o coś poprosić?
Jarosław Żamojda (operator): Jest jedna rzecz, namawiałbym mieszkańców żeby od wiosny sadzili kwiaty i wystawiali je w oknach, wtedy będzie jeszcze piękniej.
K.B. Więcej...: Panie Arturze, po całym dniu zdjęciowym zadam ulgowo tylko jedno pytanie - ojciec Mateusz kieruje się intuicją i wiarą w ludzi. Czy w życiu prywatnym pan jako Artur Żmijewski uważa, że w obecnym świecie jest jeszcze miejsce na taką wiarę w drugiego człowieka?
Artur Żmijewski (ojciec Mateusz): Wiara w ludzi i w ich dobre intencje powinna być w życiu podstawą, bo w przeciwnym razie życie straciłoby sens. Jaki bowiem byłby cel przebywania wśród kłamców w nieszczerości i obłudzie.
K. B. Więcej...: Panie Piotrze, kreuje pan inspektora, który jest tak silnie przekonany do własnych racji, że nie jest w stanie przyznać się do błędu czy do słabości. Czy nie irytuje pana czasami ta postać?
Piotr Polk (podinspektor Orest Możejko): Żeby było białe musi być czarne. Ciekawie jest kreować czarny charakter i ja w tym przypadku miałem to szczęście. Cieszę się, ponieważ przyjemnie jest kreować kogoś, kim wiemy, że nigdy nie będziemy mieli szansy być. Poza tym ten duet policyjny jest bardzo fajnie skonstruowany - intrygę rozwiązuje ksiądz, przy pomocy mojego aspiranta, a i tak laury zbieram ja, bo jestem komendantem i to jest dopiero przewrotne.
K.B. Więcej...: Abstrahując od samej fabuły, jak się panu podoba Sandomierz, czy znał pan to miasto wcześniej?
Piotr Polk: Sandomierz odkryłem dwa lata temu po raz pierwszy i przyznaję, że jest to miejsce przecudnej urody. Jest bardzo urokliwe na żywo, a na ekranie jeszcze bardziej. W tym serialu pokazaliśmy wszystkie pory roku; Sandomierz w szacie letniej, wiosennej, jesiennej i zimowej - to jednocześnie jedna z najlepiej zrobionych turystycznych reklamówek.
Michał Piela (aspirant Mieczysław Nocul): Tak, to wspaniała promocja tego miasta. Zresztą sami ludzie mówią, że tę promocję „czują w kieszeniach”. Mnie samemu Sandomierz bardzo się podoba.
K.B. Więcej...: Czy policjanci dzielą się z panem swoimi wrażeniami?
Michał Piela: Policjanci mówią, że udało nam się stworzyć taki fajny charakter komendy z małego miasteczka. Oceniają nas, że nie kłamiemy, że jesteśmy wiarygodni w przekazie.
K.B. Więcej...: A jak odnoszą się do postaci aspiranta Nocula?
Michał Piela: To dobry, ciepły człowiek. Ludzie otaczają go życzliwością i niekłamaną sympatią i to cieszy, to że jest pozytywny odbiór widzów.

 
Ekipa filmowa wraca do wspólnej kolacji, a ja wracam do domu - z dyktafonem pełnym nagrań, resztkami rozmów dźwięczącymi w uszach i wrażeniami z tego filmowego, świętokrzyskiego miasta, które odgrywa jedną z głównych ról w serialu „Ojciec Mateusz”. Jest ciemno, ale nie całkiem, bo pokryty miejscami warstwą lodu śnieg potęguje odbijające się w nim światła. Zanim wsiądę do samochodu, jeszcze raz spoglądam na rynek i widzę nie tylko centrum miasta, ale także piękny kadr, który zapewne jutro dostrzeże także ekipa filmowa rozpoczynająca kolejny dzień zdjęciowy.

 
Ksenia Buglewicz
Zdjęcia: Marzena Stokłosa
 

W Numerze